środa, 5 lutego 2014

10 powodów, dla których warto było obejrzeć Grammys

W tym roku chyba po raz pierwszy postanowiłam obejrzeć rozdanie nagród Grammy. (chociaż za cholerę nie mogę sobie przypomnieć, czy w zeszłym roku też ich przypadkiem nie oglądałam, więc stuprocentowej pewności nie mam.) W sumie nie wiem nawet czemu, nie miałam jakiegoś szczególnie mocnego ciśnienia, ale zewsząd słyszałam podniecone głosy, że Bijąse, że Queens of the Stone Age, że Daft Punk, postanowiłam więc poświęcić te 2 godziny i 45 minut i dowiedzieć się, o co konkretnie biega. I wiecie co Wam powiem? Totalnie było warto. Pomijając pojedyncze nudne momenty, jak występ Taylor Swift i rozdanie w kategorii Best Country Artist czy jakoś tak (po seansie doszłam z resztą do wniosku, że najgorsza cecha Amerykanów to zamiłowanie do muzyki country. I ono nie przeminie. Nigdy.), gala była przezabawna, większość występów bardzo dobra (w sumie oprócz Katy Perry, która wg mnie nie dość, że źle dobrała repertuar, bo takie Roar ma zdecydowanie większy potencjał "hymnowy" i sprawdziłoby się o wiele lepiej, to jeszcze wymyśliła sobie tragiczną oprawę występu, nikt mnie bardziej nie rozczarował), i nawet z wyborem wygranych się w większości zgadzałam. Całość komentowałam na bieżąco na twitterze (naprawdę, za dużo lolcontentu aby dusić to w sobie) i dzięki temu teraz byłam w stanie zebrać dziesięć najfajniejszych, najzabawniejszych, najbardziej rozczulających momentów gali. Do dzieła więc!

1. Imagine Dragons i Kendrick Lamar

Wow. Wow. Wow. Spokojnie drugi najlepszy performance tegorocznych Grammy. Można określić tylko jednym słowem: EPICKOŚĆ. Zapis poniżej:



2. Prawdziwe oblicze Robina Thicke

Całkiem niespodziewanie okazało się, że kiedy Robin nie śpiewa o podrywaniu/zaliczaniu lasek, nie ma pod nosem twerkującej małolaty oraz nie ubierze się jak włoski alfons, staje się prawdziwym dżentelmenem z klasą. Do tego stopnia, że jak w tym swoim garniaku zaczął wyśpiewywać Blurred Lines, to wydawało się to trochę... nie na miejscu. Tak jest. Byłam w niemałym szoku. Polecam.


3. Włosy Beyonce

Sam jej występ nie zrobił na mnie aż takiego wrażenia, jakiego oczekiwałam, biorąc pod uwagę reakcję internetów, natomiast jej włosy to coś cudownego. Zakochałam się w nich. Chcę mieć z nimi dzieci. Zabiłabym dla takich włosów. Mimo tego, że etap ombre mam już za sobą, to dla nich zrobiłabym wyjątek. Serio. Najpiękniejsza rzecz jaką widziałam w życiu. Dajcie mi takie włosy.



(focisze stąd i stąd)

4. Artyści tańczący do Get Lucky

Jest taki genialny artykuł o nazwie Grammys Dancing GIFs. W tym artykule znajdziecie, jak sama nazwa wskazuje, artystów tańczących podczas różnych występów. Ja chcę tylko powiedzieć, że najlepsze balety miały miejsce na Get Lucky. Osobiście, mam troje faworytów:

Steven Tyler kręcący młynki

Paul McCartney, który ma najsłodszą buźkę na świecie, wywija rączkami

Yoko Ono zawsze za pokojem. Obok niej buja się synek, łudząco podobny do tatusia.

Wszystkie gify z ww. strony.

5. Dramatyczna Taylor Swift

Nawet nie wiecie, jak mi ulżyło, kiedy następnego dnia po obejrzeniu Grammys znalazłam w sieci ten oto filmik:


Moją pierwszą myślą było: UFF, więc nie tylko dla mnie wyglądało to dziwnie. To był... jeden z najdziwniejszych momentów gali. Laska jest nieco awkward.

6. Lorde

To dziewczę jest niesamowite. Wprost nie da się jej nie lubić. Te miny za każdym razem razem, gdy coś wygrywała, zaskoczenie, niedowierzanie, skromność i łamiący się głos, a przecież...

7. ... jej występ był kolejną perełką.

I jak tak go sobie oglądałam i słuchałam jej głosu, tego, jak na luzaku przechodziła od szeptów wręcz, do śpiewu pełnym głosem na najwyższych tonach, to doszłam do wniosku, że jest to jedna z naprawdę NIEWIELU wokalistów, podczas śpiewu których nie boję się, że zaraz stracą oni głos. Albo wejdą w zły dźwięk. Albo pomylą tonację. Po niej po prostu czuć, że wszystko ma pod kontrolą, że doskonale panuje nad swoim głosem i zna swoje - naprawdę ogromne - możliwości. Po prostu kiedy jej słucham, to jestem spokojna, wiem, że żadna niespodzianka się nie wydarzy - mimo tego że czasem sprawia wrażenie, jakby miała nie dociągnąć jakiejś nuty. Nic bardziej mylnego. Klasa.


8. Pharrell Williams...

Musiałam zawrzeć punkt z czymś miłym dla oka. Pharrell to niekwestionowany bohater tegorocznej gali i przyczyna moich wszelkich frustracji, zamieszczam więc parę fot w ramach złapania oddechu.

Pharrell i Paul

Pharrell śpiewający

znalazł się nawet jakiś mem

Pharrell z Daftpankami

Pharrell śpiewający z Nilem i Steviem


9. ...oraz fakt, że biedak musiał za Daft Punków wygłaszać wszystkie podziękowania

Bo to było niesamowicie wręcz zabawne. Gif dokumentujący:


W pewnym momencie powiedział coś w stylu: "The robots would like to thank...", co też było całkiem zabawne, hehe.

10. QOTSA + NIN + Grohl

Niech przemówi nagranie:


Na koniec chciałam tylko dodać, że, jak już wspomniałam, występ Beyonce i Jaya, którym jarały się całe internety, na mnie nie zrobił wrażenia. Nie wzruszył mnie też inny moment podjarki, którym było ileśtam par biorących ślub do śpiewającej Madonny. Może dlatego, że mnie ogólnie śluby nie jarają. Ponadto uważam Kendricka za chyba najbardziej poszkodowanego artystę - nagrać tak dobrą płytę i przegrać z Macklemorem, wielki smutek...

Ponadto wrzucam Wam na do widzenia coś, o czym świat nigdy nie powinien zapomnieć, a ja osobiście tego dopilnuję. GET LUCKY!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz